WIZJONERKA
31 paź 2022

Wizjonerka 

Margaret de Patta

Idealistka, myślicielka i marzycielka, której życie toczyło się wokół estetyki Bauhausu. Prekursorka biżuterii artystycznej w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Jej twórczość jest świadectwem i wspomnieniem zmian w sztuce współczesnej XX wieku.

Margaret de Patta

Od pierwszego wejrzenia

Urodziła się jako Margaret Strong na początku ubiegłego stulecia, w 1903 roku. Gdy miała kilka lat, jej rodzina przeniosła się z Tacomy do San Diego. Studiowała malarstwo w San Francisco, a później dostała się na prestiżową Art Students League w Nowym Jorku. Podczas studiów zachwyciła ją europejska awangarda. Po zajęciach namiętnie odwiedzała muzea, szukając w nich nowych sensów i inspiracji. Pierwszy ślub wzięła w wieku 23 lat z kierownikiem domu handlowego. Mimo że Samuel de Patta był jedynym z jej partnerów niezwiązanym z branżą jubilerską, to właśnie dzięki niemu zaczęła zajmować się tą dziedziną sztuki. 
Przygotowując się do ślubu Margaret nie mogła znaleźć satysfakcjonujących ją obrączek. Godzinami przeczesywała sklepy i galerie, z frustrając utwierdzając się w przekonaniu, że nie znajdzie tam nic w stylu modernistycznym. W końcu doszła do wniosku, że takiej biżuterii po prostu jeszcze nie ma. Postanowiła zatem ją stworzyć. Nauczyła się podstaw jubilerstwa i od tego czasu przepadła. Postanowiła porzucić malarstwo na rzecz tworzenia własnej biżuterii, odnalazła prawdziwą pasję.

Dla ludzi

Od 1929 roku zaczytywała się w dostępnych książkach jubilerskich, a także szukała inspiracji w etnicznej biżuterii wystawianej w amerykańskich muzeach. Nieustannie interesowała się współczesnym stanem sztuki. Wśród europejskich ruchów artystycznych najbardziej fascynował ją Bauhaus. Losy tej kultowej uczelni artystycznej z Niemiec, a później także swego rodzaju stylu architektonicznego modernizmu, splotły się z rozwojem artystycznym Margaret. Gdy powstał Bauhaus, artystka miała szesnaście lat i właśnie na poważnie zaczęła interesować się sztuką. Idee, które przyswoiła i potem przeniosła na jubilerstwo to przede wszystkim szeroko rozumiana funkcjonalność przedmiotów, a także ich duża dostępność. Nadrzędnym celem istnienia rzeczy, a więc także biżuterii, był rozwój i dobro ludzi. Cechy te miały o wiele większe znaczenie niż wartości estetyczne. De Patta rozwijała później te założenia, tworząc na ich kanwie własną ideologię i prekursorskie podejście do tworzenia biżuterii.

Gdy Bauhaus został zamknięty w 1933 roku przez nazistów, jego członkowie musieli uciekać. Wielu z nich do Stanów Zjednoczonych. I tak początkująca w branży jubilerskiej młoda malarka, trafiła pod skrzydła jednego z mistrzów Bauhausu. László Moholy-Nagy, założyciel Bauhausu w Chicago w 1936, stał się nie tylko jej pierwszym profesjonalnym źródłem wiedzy na temat tworzenia biżuterii, ale także wielką inspiracją i motorem do zmian w życiu zawodowym i prywatnym.  Wzięła udział w organizowanym przez niego School of Design, gdzie nie tylko utwierdziła się w swoich przekonaniach artystycznych, ale także poznała swojego drugiego męża Eugene’a Bielawskiego. 

Broszka autorstwa Margaret de Patty, 1937
Broszka, 1941

Manifest 

Krótko przed atakiem na Pearl Harbor w 1941 roku, Margaret razem z pierwszym mężem wróciła do Kalifornii. Po drugiej wojnie światowej do Stanów przyjeżdżało coraz więcej ludzi, wśród nich wielu artystów, pisarzy i projektantów. Targana fascynacją nowymi ideami i kierowana, zdaje się, potrzebą ciągłej zmiany, rozwiodła się. Przebudowała swój drewniany dom w San Francisco według zasad modernistycznej architektury. Projekt i większość prac wykonała sama. Wkrótce zamieszkała tam z drugim już partnerem, Bielawskim. W tamtym czasach wygląd budynku spotkał się z ogromną krytyką. Obecnie jest on postrzegany w kategoriach historycznego cudu w duchu Bauhausu. W 2013 został sprzedany za 1 799 000 dolarów. 

Wszystko, co tworzyła Margaret de Patta, od biżuterii po projekty domów, było manifestem. Kupowanie i noszenie stworzonych przez nią przedmiotów, było wyznaniem „ja też myślę w ten sposób”. Zanim trafiła pod skrzydła węgierskiego mistrza Bauhausu, już wiadomo było, że jest utalentowana. Wraz z garstką innych amerykańskich samouków (takich jak Margaret Craver czy Ed Kramer) kładli podwaliny pod tzw. artystyczną biżuterię studyjną, jednocześnie przeciwstawiając się ówczesnemu podejściu do tej branży. Bauhausowskie idee formy podążającej za funkcją bardzo pasowały do filozofii Margaret de Patta. László Moholy-Nagy w swojej pracy nacisk kładł też na światło i ruch. Eksperymentował z nowymi środkami wyrazu, takimi jak film czy fotografia. Aspekty te stały się nowym źródłem inspiracji dla Margaret, której praca nad biżuterią przyjęła nowy kierunek.

Czego chce kwarc?

Pod koniec lat 40 ubiegłego wieku, Margaret de Patta, skończyła już na dobre z tworzeniem prostych, funkcjonalnych akcesoriów. Przyszedł czas na przemyślane projekty, dla których punktem wyjścia był kąt padania światła i kinetyka. Raczej nie interesowało jej wykorzystanie kamieni w biżuterii, ale niezwykle zafascynował ją kwarc. Jej celem było stworzyć iluzję ruchu w biżuterii poprzez zabawę odbiciami światła. Czysty kwarc okazał się idealnym materiałem do osiągnięcia tego celu. Mawiała, że patrząc na ten kamień, zastanawia się często; czego on tak naprawdę chce? Jak zachowuje się w naturalny sposób? Gołym okiem można stwierdzić, że jest to kamień bardzo optyczny, a więc wykorzystanie tej cechy było zgodne z ideami Bauhausu. 

Sama nie chciała podjąć się obrabiania kamienia, dlatego podjęła współpracę z bardzo znanym wówczas szlifierzem diamentów Francisem Sperisenem. Wspólnie zaczęli badać możliwości optyczne kwarcu. Dzięki wyobraźni Margaret oraz umiejętnościom Sperisena udało się osiągnąć zamierzony efekt. Powstała kolekcja Opticuts, czyli biżuteria, której ruch odbywa się we wnętrzu przedmiotów. Celem szlifierza nie było uzyskanie zewnętrznego połysku kamienia. Zadaniem było poprowadzenie spojrzenia użytkownika do środka. Tam, gdzie dzięki magicznej grze świateł, miał miejsce niezwykły spektakl cieni i ruchu. De Patta biżuterie postrzegała jako bardzo osobistą sztukę. Miała mawiać, że jest ona wyrazem zarówno  twórcy jak i tego, kto ją nosi. Opticuts, to wydobycie na pierwszy plan duszy kamienia, a zarazem pokazanie serca biżuterii, która nigdy nie była dla niej tylko ozdobą. 

Opticuts, Margaret de Patta
Zawieszka z żółtego złota i kwarcu, 1948,
(fot. M Lee Fatherree)
Pierścionek z białego złota i kwarcu, 1949,
(© 2011 Museum Associates LACMA)

Przestrzeń, ruch, struktura 

Równolegle, Margaret de Patta zaczęła też eksperymentować z włączeniem do swojej biżuterii ruchomych elementów. Zwłaszcza uwielbiane przez nią broszki, zaczęła wzbogacać o części, które zmieniały wygląd przedmiotu. To użytkownik miał decydować, który kamień będzie odsłonięty danego dnia. Do wyboru miał kilka różnych wzorów. U podstaw tych rozwiązań stały szeroko przez nią rozumiane idee wolności i demokracji.

Zgłębiając jeszcze bardziej temat światła i ruchu w biżuterii, nawiązała współpracę z fotografem, który wykonał dla niej poklatkowe zdjęcia jej ruchomych broszek. Chciała w ten sposób udowodnić dynamikę biżuterii. Studium to miało być swego rodzaju hołdem dla badań światła i ruchu jej mistrza z Bauhausu. Z perspektywy czasu, eksperymenty wokół światła i dynamiki przedmiotów są zgodne z tym czy wówczas zajmowali się najwięksi artyści. W tym czasie swoją „ruchomą” biżuterię tworzył też Alexander Calder. Ale to Margaret de Patta zaczęła jako pierwsza eksperymentować z aspektem kinetycznym przedmiotów, jednocześnie wykorzystując ich potencjał, zgodnie z ideami Bauhausu. 

Broszka, 1947-1950
Broszka Margaret de Patty w ruchu w ujęciu Miltona Halberstadta
Broszka 1950

Dla wszystkich

Już w 1946 roku twórczość Margaret de Patta doczekała się własnej wystawy w MoMA w Nowym Jorku, a przy tym równolegle sprzedawana była w najbardziej prestiżowych domach handlowych i galeriach. Wraz z Bielawskim założyli firmę Designs Contemporary. Nie zawsze ich twórczość spotykała się jednak z pozytywnym przyjęciem kupujących. Ludzie przyzwyczajeni byli do biżuterii wytwarzanej w fabrykach, gładkiej, bez żadnych widocznych gołym okiem wpływów artysty. Wyroby jubilerskie Margaret były unikatowe, dekorowane ręcznie. 

Największy popyt w tamtym okresie obserwowano w San Francisco, które było najbardziej otwarte na sztukę współczesną. Potencjalny zamawiający musiał wypełnić szczegółową ankietę, która miała na celu zapewnić, że produkt będzie zadowalający i pasujący do klienta. W 1951 Margaret de Patta stała się współzałożycielką związku Metal Arts Guild, który istnieje po dziś dzień. Kiedy przyjaciele Margaret zaczynali komentować, że jej biżuteria staje się za droga, zawsze starała się coś zmienić na etapie produkcji, wierząc, że sztuka powinna być dostępna dla wszystkich. 

Garściami

Mimo wielu przeciwności i sceptycyzmu krytyków, Bielawski i De Patta przez wiele lat byli w stanie utrzymywać się ze sprzedaży swojej biżuterii. Często jeździli też do Japonii, gdzie znajdował się ich drugi dom, który stał się kultowym miejscem podróży wielu artystów epoki. Zaprojektowany w duchu Bauhausu miał być miejscem rozwoju artystycznego i odpoczynku. Oboje byli też wykładowcami na California Labor School. Co ciekawe, Margaret de Patta, była człowiekiem wielu pasji. Jej przyjaciele wspominają jej kolejne zainteresowania, do których ochoczo ich namawiała. Jeździła więc na nartach, łyżwach figurowych, uwielbiała psy (zwłaszcza jamniki), uczyła się tańca i zgłębiała wszelkie nowinki technologiczne i naukowe. Czytała wielkie książki swoich czasów i chętnie dyskutowała o nich ze znajomymi.

W 1957 roku sprzedaż spadła tak bardzo, że Bielawski i de Patta zmuszeni byli zamknąć biznes. Artystka dalej tworzyła biżuterię, zaczęła nawet z nią odważnie eksperymentować, ale sprzedawała ją tylko do zaprzyjaźnionych sklepów. Mimo że zaczęła głuchnąć, oddała się kolejnej pasji. Zaczęła uczyć się barokowego śpiewu, płacąc za lekcje biżuterią. Z czasem małżeństwo popadło w coraz większe problemy, przede wszystkim finansowe. Artystka mierzyła się z depresją i frustracją. 19 marca 1964 roku, dzień po swoich 61. urodzinach, Margaret de Patta odebrała sobie życie. Jeden z jej licznych przyjaciół napisał kiedyś w liście do Bielawskiego, że ona po prostu nie zgadzała się na to, żeby się zestarzeć, na cokolwiek, co miałoby ograniczyć czerpanie z życia w pełni.

Marta Gocka

Broszka, srebro i onyks
Margaret de Patta
Projekt i realizacja:
0